piątek, 26 czerwca 2015

'Flirtini' ...



Przerzucając kolorowe zdjęcia w otchłani internetu nie sposób nie natknąć się na cudowną linię "barwnych motyli" w hodowli rodziny Suttonów. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby skrzydła owych motyli rozpostarte w naszych ogrodach okazały się równie piękne jak w ofercie ... A to nie zawsze idzie w parze z naszymi oczekiwaniami, niestety ... Dlatego dzisiaj przedstawię odmianę, którą nie trzeba komputerowo obrabiać, bo jest sama w sobie piękna i niejako odrzuca zarzuty wobec w/w hodowców. 'Flirtini' ...








Patrząc na niego nasuwa mi się tylko jedno stwierdzenie : "skąpany w złocie". I rzeczywiście, błyszczy w słońcu jak mało która odmiana. Kopułę ma delikatnie brzoskwinową, z osadzoną na obrzeżach złotą koroną, dół z białym licem i szeroką złotą falbaną. Na uwagę zasługuje szczególnie bródka, która jest w tej odmianie przysłowiową kropką nad "i".  Wychodzi z gardzieli w tonacjach mandarynki, w centrum nabiera soczystości pomarańczy, a kończy akcentem błękitu. I założę się, że to ona ściąga wzrok każdego widza  ;)








Jest dziełem Michaela Suttona z roku 2012. Krzyżówka 'Barbara My Love' x 'Bride's Blush'.








piątek, 5 czerwca 2015

"za mgła," ...



'Divided Mist' ... 

"Jak chodziłem za grzybami po lesie to cały czas kołatał mi się po głowie utwót KSU "Za mgłą" ... A o tej porze roku w lesie jest mnóstwo pajęczych sieci i niektóre osnuła dziś poranna mgiełka po wczorajszej, wieczornej burzy. Taka osnuta pajęczyna przedzieliła mnie od reszty lasu i tak mi się to skojarzyło z moją siewką, dla której od czterech miesięcy szukałem nazwy, i znalazłem ..." 

Przepiękne wyznanie twórcy owej siewki o roboczym numerze 09-87-C-RP, Roberta Piątka. Pozwoliłam sobie na tą chwilę refleksji, gdyż uwielbiam takie historie, w tle pisane, które tak prawdę mówiąc są integralną częścią całości, jaką tworzy dany irys. I mimo, iż czasami są tylko jego cieniem, często nieujawnionym, to jednak gdzieś tam krążą i w milczeniu otaczają odmianę ...








Kopułkę ma skąpaną w odcieniach lawendy, skutą w okowy brązowej obwoluty, dół to ciemna otchłań barw nocy, granatu i fioletu, rozjaśniona białymi haftami przy nasadzie. Bródka musztardowa.







Pochodzi z krzyżówki 'Slovak Prince' x 'Blackberry Tease'. Zarejestrowany w 2014 roku.





czwartek, 4 czerwca 2015

Pia,tkowa odyseja ...

   

"Ja wierzę, oni tańczą wciąż
Oni żyją swoim życiem
I dopłyną tam gdzie chcą
I wierzę w ich podwodny świat
(...)
Nieprawda, że już nie ma ich
Oni płyną tylko wolniej
Tak jak wolniej płyną sny
I nieprawda, nie znajdziecie ich
Tyle mil już przepłynęli
Tyle przetańczyli dni ... "


i taki był zamysł, by stworzyć ową magiczną krainę, w którą wpłynie zatopiony Titanic ... Tak powstała nazwa 'Scandia' jako coś nieznanego, przede wszystkim nieistniejącego, a jednocześnie budzącego nadzieję na dalszy, szczęśliwy ciąg titanicowej historii. 




'Scandia'


Statek rozdziera kotarę mgły i rwąc taflę spokojnego już oceanu, wpływa w nią powoli, powoli ... niczym w sen ... Takie są klimaty tej odmiany, nic nie jest tak do końca oczywiste. Kopuła delikatnie żółta, rozjaśniona na obrzeżach odrobiną bieli. Dół fioletowy, ale przygaszony nutą popielu, która niczym mgła nadaje mu aury tajemniczości, biorącej swe ujście w popielatej obwolucie. Bródka ciemno żółta.




'Scandia'




Z upływem dnia irys nieznacznie blednie, ukazując nowe oblicze i równie ciekawe doznania. I nie wiem, czy ta jego dojrzalsza forma bardziej do mnie nie przemawia ... 









Jest krzyżówką 'Sea Power' x 'Jazz Band' zarejestrowaną w 2014 roku przez Roberta Piątka. Siewka o roboczym numerze 10-153-C-RP. Zdumiewająca odmiana :) Brawo !




niedziela, 17 maja 2015

first ...



 17 maja zapisał się na kartkach mojego kalendarza jako dzień rozpoczynający sezon kwitnienia irysów TB w 2015 roku. Odmianą, która przecięła inaugurującą wstęgę królowej tęczy jest nówka z Australii - 'Butterfly Affair'. Odmiana przywędrowała do mnie w zeszłym sezonie, ale dopiero dzisiaj triumfuje swym pierwszym kwiatem, wprawiając wytęsknionego widza w prawdziwe osłupienie. Targany przez wiatr, samotnie dryfuje nad uśpionym oceanem innych irysowych pąków, których kwitnienie zapowiada się za około tydzień. Stąd nie mając żadnych konkurentów, może ubiegać się o chwałę i uwielbienie swej właścicielki ;) A ta, widząc te jego umizgi, daje się łapać w pajęczą sieć intrygi i skacze wokół niego jak błazen na królewskim dworze. No cóż, taka karma ... ;)








Przejdźmy jednak do kolorów ... Kopułę ma w tonacjach lawendy, wyraźnie poprzecinaną popielatym unerwieniem, dodatkowo oprószonym złotym pyłem, który daje niesamowite wrażenie. Bogini tęczy nie poskromiła się także od zaakcentowania tego faktu na obrzeżach, zdmuchując z dłoni pozostałości złotych drobinek i obdarzając zacną odmianę książęcą koroną - nie nachalną, a jedynie delikatnie pobłyskującą w promieniach majowego słońca ...
 Dół to wyrazista oliwka z białym rumieńcem, po którym niefortunnie rozlewa się nuta zgaszonego fioletu, przyćmiona jednak mocnym oliwkowym żyłkowaniem na całej długości płatka. Całość zamyka biała obwoluta przy krawędziach. Bródka biało - żółta.








Jest dziełem Barrego Blytha, zarejestrowanym w 2013 roku.






Pięknie pachnie, taką nutką słodyczy, typową dla irysów :)






czwartek, 8 stycznia 2015

noworoczna wróżba ...



Czas płynie nieubłaganie, jeszcze "kwadrans" temu mieliśmy stary rok, stare nawyki, stare marzenia ... ? Nie zdążyliśmy nawet obrócić głowy, by zobaczyć, jak woła do nas ten nowy , a tu już mamy tydzień z nim. Nowy, nowe ... tylko my jakoś coraz starsi, zniszczeni. I coraz mniej zadowoleni. Rąbię tak lód na stawie i mam chwilę refleksji ;) Trzymam siekierę w ręku, ba, w obu rękach przecież, okruchy lodu niczym skrawki codzienności tną mi twarz i ... jestem szczęśliwa. Czasem łzy mi pociekną na myśl, ile to złośliwości jest w ludzkiej naturze, ile to zła człowiek musi znieść, zanim jego droga dobiegnie końca.

 I choć chciałam napisać historię mojego ojca, właśnie w tym momencie, to jednak nie dam jeszcze rady ... 

To jego siekierkę trzymam w dłoni co ranek, zmagając się z lodem, z trzonkiem owiniętym srebrzystą taśmą izolacyjną, żeby pewniej trzymała się w ręku i tak wspominam ... I zastanawiam się, co myślą inni, słysząc niosący się po stawie charakterystyczny dźwięk pękającego lodu ? Że ich budzę ? Że może sobie nie radzę, a na pewno by mi tego życzyli, nic bowiem tak nie cieszy, jak porażka innych ... A tu wszystko wykoszone, pole zaorane ... Ale i tak "ma gorzej", bo taczkami jeździ, węgiel wiadrami nosi, a teraz przeręble wykuwa, jak mało kto ? Faktem jednak jest, że nikt nigdy jeszcze nie zaoferował pomocy, pewnie dlatego, żeby się nie pobrudzić, czy pomoczyć ... Na pewno ;) Zamykamy się w swoich wszechświatach, przywiązujemy do kieratu codzienności i tak kręcimy w kółko, czasem bez sensu, monotonnie ... Jest to w sumie wygodniejsze, niż takie rąbanie lodu u kogoś ... Może i chwała za to. Skoro bezinteresowność jest przywilejem szaleńców, nie ma co kusić losu ;) 

A miało być o aniołach ... ha, ha ...










Od kilku godzin zbieram się do napisania czegokolwiek, stanęło na wklejeniu zdjęć i ... pustka. Aż tu nagle wena przyniosła całkiem odmienny temat, ale czy na pewno inny ? Tak patrzę na tego anioła i mam wrażenie, że to nie przypadek. Skasowałam stary tekst, który nijak trzymał się kupy i ... poleciało nowe, sentymentalne, srebrzyste i kryształowe niczym lód na stawie i ... anioł właśnie ... Temat zatoczył krąg i spoił wszystko w jedną całość, taką właśnie srebrzysto - kryształową. Nawet trzonek siekierki jest w tej samej kolorystyce ... Zadziwiające.








Ale muszę też przedstawić sprawcę tego zamieszania, mojego nowego anioła zatytułowanego "Wróżba Noworoczna". Przywędrował do mnie tuż przed Świętami, niemalże w ostatniej chwili, a do życia powołała go też w nieodległym czasie, Beata Raczyńska. Zastanawiam się, jak ją znalazłam, jak w ogóle trafiam na te wszystkie anioły, które do mnie przyfruwają, tak jak ten, jedyny i ostatni jak na tamtą chwilę. Nie zbadane ...







I na sam koniec wróżba, noworoczna ... Szczęście zyska ten, kto będzie umiał na chwilę przystanąć i pozwoli, by dusza mogła dogonić jego rozpędzone ciało, zabiegane w kołowrotku monotonii przetrwania. Zbyt często zapomina się o duchu, a brak tej jedności nie wróży nic dobrego ...

Przeczytajcie opowieść "Pokrzywki" z blogu "Zioła i inne" : 

"Grupa badaczy - naukowców wybrała się w Himalaje. Ponieważ zabrali ze sobą wiele rzeczy, zatrudnili tubylców, aby ten bagaż nieśli. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że mają przed sobą drogę długą i trudną, mocno obciążeni nie przyspieszą, zatem do celu dotrą najwcześniej za kilkanaście dni.   
   Tymczasem pierwsze etapy wspinaczki ekipa pokonała bardzo szybko, naukowcy  już się cieszyli na myśl, że cel zostanie osiągnięty wcześniej, niż planowano. Tak się jednak nie stało. Gdy byli już blisko, tragarze oznajmili, że dalej nie idą, a w tym miejscu muszą pozostać 3 dni. Nie pomogły prośby uczonych ani obietnice podwyżki. Nie i już.
   Na pytanie "dlaczego" usłyszeli:
 - Szliśmy zbyt szybko. Nasze ciała są tutaj, ale dusze zostały daleko w tyle. Musimy na nie poczekać."


Nauczmy się czekać ...


piątek, 12 grudnia 2014

anieli przylecieli ...



... karkonowskie anioły staroskrzydłe Beaty Makutynowicz. "Znam" ją od dwóch lat, ale dopiero teraz mam namacalny dowód na to, co opisywałam po zetknięciu się z jej twórczością pierwszy raz :

"Na jej anioły tworzone na starych deskach trafiłam przypadkiem i to przed chwilą, więc moje odczucia są jak "najświeższe" i zauroczenie nie zmącone jeszcze rozumem. No, zakochałam się w nich bez pamięci !!! Mają wszystko, co podziwiam : surowość formy, ale wyjątkową łagodność w spojrzeniu, dalej : ludową technikę wykonania, ale niezwykłe bogactwo w odbiorze, proste techniki zdobienia, jak np. włosy ze sznurka, bądź drutu, ale dające zdumiewający efekt końcowy ..."

Wczoraj przyszła do mnie długo oczekiwana paczka z  aniołami :) Najnormalniej w świecie zrobiłam sobie najwspanialszy prezent pod poduszkę, ha, ha ... ;) W końcu mikołajki za pasem ...

A oto ten "namacalny dowód" :)







Nie ukrywam, że miałam mały problem z podjęciem decyzji, na które anielice się zdecydować, wszak każda miała w sobie to coś, co mnie z kolei trudno było odpuścić ;) "Coś" to w końcu coś ! Takie  na przykład dodatki z nutką nostalgii ... kłódki, klucze, zawiasy bogato rdzą pokryte lub jak poniżej - łyżka !






Po przespaniu się z tematem, wybrałam te, na które oko mi najpierwej poleciało, zgodnie z powiedzeniem "pierwszy wybór najlepszy"  ;) I nie myliłam się ...

Turkusowy to "Anioł, który czerpie pełnymi łyżkami" ... chyba wiecie już dlaczego ... ?






Kolejna piękność to "Anioł w ogrodzie" w wykutej aureoli i z kwiecistym akcentem we włosach i na sukni ...






... jakżeby inaczej, potrzebny taki stróż dla ogrodu :)







A deski, z których powstały anioły, pochodzą z Cieplic, z dawnego Klasztoru cysterskiego. Pięknie dzierżą piętno minionych czasów, przyodziewając nową szatę jestestwa i tworząc pomost pomiędzy dwoma światami.









Oj, takie prezenty mogłabym sobie robić raz na tydzień ... bo nie pasuje napisać ... codziennie ... ;)







środa, 8 października 2014

niespodzianka ...



Taki owoc uraczył mnie wczoraj w ogrodzie, dodam, nietuzinkowy. Bardzo rzadko zdarza mi się oglądać jego narodziny, stąd prawie przeoczyłam ten strąg. Ostatnio było to ... z osiem lat temu ? Coś koło tego. 









A czyj to owoc ? Otóż mojego ulubionego pnącza, jakim jest akebia. Aż zdumiewa fakt, że z tak małego kwiatuszka może zrodzić się taki kolos. Niestety w naszym klimacie nie często zawiązuje owoce, stąd to moje zaskoczenie. 









Jak widać, owoc już pękną wzdłuż, ukazując swe wnętrze w postaci czarnych nasion zatopionych w jasnym galaretowatym miąższu. Ponoć jest on jadalny, ale ... jak tu skusić się na takiego "hot-doga" ? Naprawdę nie wiem ... Ja przynajmniej się nie odważyłam, ale wszelakie latające stworzenia ucztowały na całego :)