sobota, 25 czerwca 2011

afrodyzjak ... kwitnąca lipa

.

.

... te lipy są z nami od zawsze ... Najpierw było ich 6, ale jedną dawno temu złamał wiatr, a druga - rosnąca nad samym brzegiem wody - powoli zasychała ... i tak zostały 4. Dwie za stawem i dwie przy ulicy, ale te ostatnie ciężko znoszą to towarzystwo, ja zresztą też ... Ile mają lat ? Tego to chyba nawet najstarsi górale nie pamiętają ... Są potężne i piękne !!! Ja się w lipach po prostu kocham, a w ich aromacie w szczególności ... Jak zakwitają takie potężne drzewa, wiecie co się dzieje ? Istne zapachowe szaleństwo, a w upalne wieczory ... to już masakra w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Już wychodząc z domu czuje się lipy. Ten uroczy aromat w połączeniu z wonią stawu działa na mnie jak afrodyzjak. Przypomina mi się beztroskie dzieciństwo i swawole podczas kąpieli w stawie.






Owe lipy za stawem ...









A tu, z pomiędzy gałęzi, mamy widok na pozostałe dwie lipy przy ulicy (w tle) ...









Tutaj z kolei widok na dzikie łąki - królestwo saren, zajęcy i kuropatw ... no i naszych kociaków przecież !















... a to sprawca owego czerwcowego mętliku w głowie (i nie tylko tam !) - w przybliżeniu ...


















.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz