środa, 23 maja 2012

mój pierwszy raz ...


.







Zrobiłam to ! Wczoraj z samego rana ... Jak było ? Hmmm ... ciężko powiedziec', raczej nerwowo, niepewnie, nie do końca przygotowani ... On niby gotowy, ale druga strona ... Zresztą "oni" zawsze są gotowi !








Klimat wydawał mi się odpowiedni, nad wodą ... , słońce jeszcze wysoko ... brakowało tylko kwitnących lip i tego ich zapachu pomieszanego z wonią unoszącą się wokół stawu ... Ale nie można miec' wszystkiego. A kochanek ? Kilku, nie mogłam się zdecydowac'... Niemniej wszyscy z co najmniej dwudniowym zarostem, tacy są najlepsi ... A mimo wszystko mam wrażenie jakiegoś niespełnienia, jakby coś poszło nie tak ... Powtórzę to jeszcze dzisiaj późnym popołudniem, niektórzy mówią, że wtedy jest najlepiej. Zobaczę ... Może i mają rację ... ? Te złamane promienie, schodzącego ku nieboskłonowi, słońca, unoszący się aromat ciężkiego powietrza, pomieszanego ze słodkim zapachem akebii i kielichowca ... Powiedzmy, że to "wczorajsze" było takim ... szlifowaniem warsztatu ? Próbą generalną przed najważniejszym. Zanim jednak stworzę swojego irysa, wiele jeszcze wody upłynie ...




P.S. jakby dalej ktoś nie był pewny swego, mówiłam o krzyżowaniu irysów ...



.

2 komentarze:

  1. Trzymam kciuki za udany i owocny romans ;)
    Szkoda tylko, że na efekty przyjdzie tyle czekać...los ogrodnika bywa okrutny :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Okrutny! Ale jak ekscytujący! I dreszczyk niepewności : co z tego wyjdzie? Mam nadzieję , że coś wspaniałego znajdzie się wśród Twoich "dzieci" , Kasiu.

    OdpowiedzUsuń