wtorek, 29 maja 2012

pszczelakie rozmaitości ...

.


W moim dzieciństwie rosła nad samiutkim brzegiem stawu, wielka "jak dąb", lipa ... Z upływem czasu powoli zasychała, może to wina bliskiego sąsiedztwa wody, a może po prostu upływu lat ? Ponieważ rosła blisko nas, nie tak, jak tamte dwie za stawem, często próbowałam ją objąc' rękami i tak po prostu przytulic' ... Lipa to lipa ... dla mnie uosobienie samego Boga ... Gdy tak górowała nad resztą, to skojarzenie samo przychodziło do głowy i serca ... Aż pewnego dnia ojciec ją ściął, bez mojej wiedzy i akceptacji. Łzy poleciały ....

Ale wracając do dzieciństwa. Gdy takowe drzewo okryło się kwieciem, ściągało do siebie roje pszczół, które w swej pracowitości zapominały o bożym świecie i wpadały do wody. Wiadomo czym się to kończyło dla owada ... Dlatego w ówczesnym czasie trudniłam się ratowaniem owych nieboraków i zakładaniem dla nich "szpitala". Jaka radośc' była, gdy taka pszczoła po osuszeniu skrzydełek odlatywała ... Niestety porażki też zdarzały się ... Do dziś pamiętam ich zwinięte, martwe ciałka.








A dlaczego to piszę ? Mam marzenie. Chciałabym założyc' u siebie małą pasiekę, tak z dwa, trzy ule. Ponoc' mój pradziadek trudnił się tym fachem ... Jeszcze leży za stodołą coś, co miało byc' ulem. Trochę obawiam się swej niewiedzy w tej akurat materii i braku czasu, ale ... ponoc' dla chcącego nie ma nic trudnego ... A jak będzie - czas pokaże ... Miłej nocki, bez bzzzykania ... nad uchem oczywiście !










.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz