środa, 26 września 2012

go go dancer ...



Dlaczego "go go dancer" ? Nie wiem ... ? Bo pięknie tańczył na kwietnym parkiecie, upojony ciężkim zapachem tanich perfum budleji, w blasku neonowych promieni słonecznych srebrzyście odbijających się od tafli wody ? Pewnie tak ...

"... to wanna shine (...) in my silver desing ..."


























"... with the lights, with the lace.
    Catch me after twelve ..."










I niczym w nocnym klubie - światło, koronki ... (a może potargane pończochy ?)










"... go go dancer ... midnight answer ..."



Tancerz ostatniego wieczoru ... ? Kto to wie, wszak nie bez kozery mówi się o ulotności motyla ... Może to była jego ostatnia odpowiedź przed nadchodzącą północą ...









A tak wogóle to stąd te moje skojarzenia :









.

.

poniedziałek, 24 września 2012

dlaczego ... ?



"Dlaczego radość
jest ulotna jak dmuchawiec ?
Zachwyca swą lekkością,
nieskazitelną bielą puchu,
delikatnością konstrukcji
i ideałem swego kształtu ...








Lecz wystarczy ludzki podmuch,
by go rozproszyć,
zniszczyć, zabić ... 









Dlaczego ?
Bo porywa nas widok
ulatującego puchu ... ?
(...)



autor "ada..."

















.

sobota, 22 września 2012

pańskie oko konia tuczy ...

 
.


Wczoraj było wyjątkowo pięknie i słońce tak cudownie grzało ... Aż chciało się coś robić na polu. Skosiłam trawę, nawiasem mówiąc chyba ostatni raz w tym sezonie, przesadziłam kielichowca wonnego, bo rozrósł się niemiłosiernie i zagrażał swą ekspansją innym roślinom, i na koniec zrobiłam mały obchód wśród swego inwentarza ...









Miłe widoczki, bardzo miłe ...














Część to oczywiście nowe nabytki, których w tym roku nagromadziłam nie bagatela, bo coś koło 50 odmian, ale spora ilość to moje stare odmiany, które w tym sezonie przeszły solidny lifting zmieniając swe miejsca zasiedlenia. Nowe miejsce, nowa, eksperymentalna ziemia ... no zobaczymy, co z tego wyniknie, póki co, wydaje mi się, że nie narzekają ...









I to one pokazały takowe "skrzydła":






Taka mała paranoja, bo ostatnie zdjęcie pokazuje SOLAR FIRE, a akurat jemu, z tymi paradnymi rogami i ognistym kolorem w pełni kwitnienia, daleko do anielskiej świętości ... Czyżby rodzicielstwo go tak odmieniło ? Hmmm ... czas pokaże, co to się narodzi ...





.




piątek, 21 września 2012

musiałam ...


.

... kukurydziane laleczki "chodziły" za mną już parę lat, ale w tym sensie, że chciałam chociaż na moment powrócić do lat z dzieciństwa i sprawdzić, ile zostało mi w pamięci z takowych zabaw i czy wogóle wrócą te emocje ... Za wiele nie odczułam, a jedynie mały uśmiech, bo czyż nie są cudowne ? A jakby popatrzeć oczami dziecka, to dopiero księżniczki !!! A jak !








... a ile było zabawy (wtedy ...)!







Przed chwilą też miałam niezły ubaw, jak mnie na tym "rękodziele" przyłapał ojciec, no cóż, zmieszana lekko, próbowałam mu wytłumaczyć, że szukam cienia lat minionych ... A co sobie pomyślał, to jego ...








.

środa, 19 września 2012

sieczkarnia i ...



.
A ja nadal o kukurydzy ... Kurcze, lubię to ! Wyrosłam w tym i tak trudno mi po prostu przejść obojętnie wobec tego tematu. Więc ... SHOW CZAS ZACZĄĆ !!!

Nasz wóz już znacie, w tle stodoła ... Przyznam się Wam szczerze, że w dobie ogrodów od linijki i podwórek ... bez podwórka, taka stara stodoła to, w pojęciu niejednego, wyburzenia warta, że niby szpeci tylko ... Nie w moim mniemaniu. Lubię takie widoczki, pomosty między współczesnością a tym, co przeminęło. Czasami gdzieś przejeżdżając lub przechodząc, mam ochotę komuś wskoczyć do takiej zagrody, by napajać się tą atmosferą i poczuć ten miniony brak pośpiechu ... Na szczęście jeszcze tak jest, u mnie na przykład. I chociaż mieszkamy w innym miejscu, to to podwórko, stodoła i pusta stajnia ma dla nas niezwykłą wartość ... pewnie sentymentalną ...











A to już sama gwiazda wieczoru - SIECZKARNIA !!! Wersja "nowoczesna", bo na prąd ... (ręczną przedstawiałam bodajże równy rok temu ...)











O tej też pisałam, więc nie będę się powtarzać. Jedynie nie pokazywałam samego cięcia łodyg kukurydzy. Najprościej ...















hi,hi ... tu się pcha ...










... a tam wypada ...










Potem takie "wióry" spowrotem wracają na pole, by naturalnie użyźnić glebę.



Ale to nie wszystko, w stodole mamy jeszcze coś takiego:












Stare na maksa, ja przynajmniej nie pamiętam, by ktoś to używał, pewnie służyło po wojnie pradziadkom ...










A jakie kolorki ... ? Wialnia ? Mało, że praktyczna była, to jeszcze piękna ! Hmmm, już oczami wyobraźni szukam dla niej nowego przeznaczenia, może kiedyś ... ?









U nas, tzn. na naszym terenie na ten sprzęt mówiono "młynek", chociaż tak naprawdę nie mielono w nim zboża, tylko oddzielano go od plew, podwójnie przepuszczając zebrane z pola zboże ... Dopiero takie oczyszczone trafiało do młyna. Plewy natomiast porządnie sparzano i dawano bydlęciu do picia. A całą machinerię wprawiała w ruch siła ludzkich rąk.

Przy okazji dziękuję "I" za nakierowanie mnie na dobre tory, bo skojarzenia z tą machinerią miałam z lekka inne ...


.

środa, 12 września 2012

słońce zaklęte w ... kukurydzy ...


.
Ano zaklęte ! Bo tak przepięknie wyłapuje promienie słońca ... Na tle tej starej stajni, przy której stoi już spróchniała ławeczka, z wiklinowym koszykiem , plecionym ręcznie kilkadziesiąt lat temu, wygląda wręcz bajkowo ... Uwielbiam te klimaty !




... i ręczne wiązanie kolb, by ...




... za chwilę zawiesic' je do suszenia w hangarze ...








A skoro jestem przy kukurydzianym temacie, to przyznam się Wam szczerze, urzekły mnie te zdjęcia z Kenii, popatrzcie zresztą sami :





Żeby coś urosło na tej czerwonej, spalonej od słońca ziemi, nie wystarczy sama praca ... Kliknijcie na zdjęcia, a przeniosą Was do całkiem innej rzeczywistości, gdzie nawet czas płynie inaczej, a pośpiech ... no właśnie, tam nikt się nie spieszy ...




Dwa ostatnie zdjęcia nie są moją własnością, pochodzą z blogu "Misja Laare", który od dawna obserwuję i żyję wieściami w nim zawartymi. Są mi niezwykle bliskie, bo w Afryce ... ale to już inna historia ... Dobranoc.

.

wtorek, 11 września 2012

w tańcu o zachodzie słońca ...



.

... bo czyż ta para iglaków nie wygląda, jakby się miała ku tańcowi ? On, "świerk wężowy", delikatnie podaje jej dłoń, ona - "inversa", nieco zmieszana, nieśmiało mu przytakuje ... A jaka muzyka ? Hmmm ... rechutu żab już nie ma, bo powoli szykują się do zimowego snu, jedynie wiatr targający struny pajęczych sieci ... Oświetlenie też niczego sobie, niczym blask świec, dodające takiej nutki romantyzmu owej parze ...







Prawda jest taka, że "moje" sarny upodobały sobie iglaki na źródło przeżycia w mroźne zimowe noce, bo zazwyczaj wtedy żerują. Najbardziej smakuje im świerk 'Inversa', dwa lata temu ogołociły go niemalże do samego pnia. Ryczec' mi się chciało, ale co zrobic', przecież zwierzę też jest ważne ... Swierk się nawet zrehabilitował, jeszcze rok, a będzie na powrót cudny (no chyba, że powtórka z rozrywki ...). Wężowy natomiast ucierpiał tylko nieznacznie, coś go tam tylko popróbowały i tyle. Co roku coraz bardziej cieszy oko, wypuszczając nowe przyrosty i powoli, bardzo powoli, gęstniejąc.












.

czwartek, 6 września 2012

moje hortensje ...


.

... tym razem przy akompaniamencie zachodzącego słońca :





Odmiana 'Pink Diamond', kwitnąca u mnie najpóźniej, powoli nabiera jesiennych rumieńców na alabastrowych jeszcze i mocno piegowatych po lecie "policzkach" ...






A 'Pinky Winky' skłania się już ku typowo jesiennym tonacjom :












Odmiany te są niezawodne w moim ogrodzie, cieszą kwieciem co roku, nie mają wyjątkowych wymagań i co najważniejsze - nie przemarzają. A suche kwiatostany zdobią krzewy przez długie zimowe dni, o ile ich nie obskubią żerujące sarny ...



.

wtorek, 4 września 2012

w sidłach ...



.ymmm ... znowu mieliśmy cudowne popołudnie, przesiąknięte zapachem przekwitającej łąki, spadających z drzew jabłek ... i oprószone nostalgią niczym złocista szarlotka ...

No i pajęczyny ... niczym potargane pończochy ... ?






a pająk ... ? Tkając swą misterną sieć, zapewne nie spodziewał się, że złapie w nią zachodzące słońce ...







Mam nadzieję, ze tak cudownych dni i wieczorów jeszcze sporo przed nami, szkoda byłoby tak po prostu pożegnać się z otaczającym pięknem ...








dobranoc ... kolejne ...



.

poniedziałek, 3 września 2012

czasami ...


.
... czasami mam takie widoki ...





... cudownie jest przysiąść na molo i ... odetchnąć ...







... lub zatopić myśli w otchłani wyobraźni ...





Dobrej nocy ...

.