środa, 19 września 2012

sieczkarnia i ...



.
A ja nadal o kukurydzy ... Kurcze, lubię to ! Wyrosłam w tym i tak trudno mi po prostu przejść obojętnie wobec tego tematu. Więc ... SHOW CZAS ZACZĄĆ !!!

Nasz wóz już znacie, w tle stodoła ... Przyznam się Wam szczerze, że w dobie ogrodów od linijki i podwórek ... bez podwórka, taka stara stodoła to, w pojęciu niejednego, wyburzenia warta, że niby szpeci tylko ... Nie w moim mniemaniu. Lubię takie widoczki, pomosty między współczesnością a tym, co przeminęło. Czasami gdzieś przejeżdżając lub przechodząc, mam ochotę komuś wskoczyć do takiej zagrody, by napajać się tą atmosferą i poczuć ten miniony brak pośpiechu ... Na szczęście jeszcze tak jest, u mnie na przykład. I chociaż mieszkamy w innym miejscu, to to podwórko, stodoła i pusta stajnia ma dla nas niezwykłą wartość ... pewnie sentymentalną ...











A to już sama gwiazda wieczoru - SIECZKARNIA !!! Wersja "nowoczesna", bo na prąd ... (ręczną przedstawiałam bodajże równy rok temu ...)











O tej też pisałam, więc nie będę się powtarzać. Jedynie nie pokazywałam samego cięcia łodyg kukurydzy. Najprościej ...















hi,hi ... tu się pcha ...










... a tam wypada ...










Potem takie "wióry" spowrotem wracają na pole, by naturalnie użyźnić glebę.



Ale to nie wszystko, w stodole mamy jeszcze coś takiego:












Stare na maksa, ja przynajmniej nie pamiętam, by ktoś to używał, pewnie służyło po wojnie pradziadkom ...










A jakie kolorki ... ? Wialnia ? Mało, że praktyczna była, to jeszcze piękna ! Hmmm, już oczami wyobraźni szukam dla niej nowego przeznaczenia, może kiedyś ... ?









U nas, tzn. na naszym terenie na ten sprzęt mówiono "młynek", chociaż tak naprawdę nie mielono w nim zboża, tylko oddzielano go od plew, podwójnie przepuszczając zebrane z pola zboże ... Dopiero takie oczyszczone trafiało do młyna. Plewy natomiast porządnie sparzano i dawano bydlęciu do picia. A całą machinerię wprawiała w ruch siła ludzkich rąk.

Przy okazji dziękuję "I" za nakierowanie mnie na dobre tory, bo skojarzenia z tą machinerią miałam z lekka inne ...


.

12 komentarzy:

  1. Bardzo romantycznie Kasiu…
    Stare piaszczyste podwórka i zagrody z duszą … to miało głębszy sens. A teraz ścieżki z betonu wylewa się i stosuje plastikowe obrzeża (ohyda)
    Co do imienia nieznajomej…
    to wydaje mi się była to maszyna do oddzielania plew od ziarna i nazywała się WIALNIA (od wiatru, który robiło się kręcąc kolbą) – pracowałem nią u nas w domu, po młoceniu zboża tzw. MASZYNĄ
    Oj to były czasy, może i ciężkie ale z sentymentem do nich powracam…
    I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, to wialnia, chociaż "u nas" zwała się nieco inaczej. Szkoda, że nie używano jej przy mnie, miałabym też piękne wspomnienia, a tak to pozostajesz mi w wyobraźni Ty kręcący tą kolbą ... hi,hi,hi ... To oczywiście mały żart na tą niepogodę ! Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Thanks for sharing these nice photos of a time long ago!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I'm glad that you take a look at me and I thank you for so many nice comments. Greetings !!!

      Usuń
  3. Właśnie wszystkie ogrody na jedno kopyto te krzewy i trawka co tydzień przycinana a podwórko ze stodołą i takim wozem to rarytas mający swój niepowtarzalny urok :)
    Pozdrawiam Serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, masz rację ... Ciężko teraz o takie "prawdziwe, staropolskie podwórka", zwłaszcza na wsiach. Dlatego aż się łezka w oku kręci, gdy wśród tych sztucznych "muzealnych" ogrodów napotka się takie perełki. Jak któregoś roku szłam w pielgrzymce do Częstochowy (9 dni ...) to aż chłonęłam wszystkie te stare zagrody z równie starymi ich właścicielami, którzy serdecznie nas częstowali kompotem z owoców z ich sadów, plackami ... lub poprostu machali, ocierając spływające ze wzruszenia łzy ... Cudne to było i tak ściskające za serce ... Pozdrawiam !

      Usuń
  4. Pamiętam te sprzęty ... sieczkarnia, wialnia - były u moich dziadków. Pamiętam, że nikomu nie pozwalałam kręcić. Sama chciałam wszystko, choć sił oczywiście nie starczało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to Ci zazdroszczę, bo wialni to wogóle nie widziałam przy pracy ... Ale na szczęście te pozostałe tak, do dziś mam przed oczami nieżyjącą już babcię tnącą pokrzywy kurom na ręcznej sieczkarni ... Ach ten dżwięk ... jeszcze dziś go słyszę, piękny, spokojny ...

      Usuń
  5. Przykro mi, bo nie miałam przyjemności odczuwania takich przeżyć jak Ty. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale zapewne miałaś inne, własne, o których ja z kolei mogę pewnie tylko pomarzyc' ... Pozdrawiam.

      Usuń
  6. a myślałem, że to na paszę :)..do gleby najlepiej obornik ;)..u mnie 3 kukurydze wyrosły, to nie ma co ciąć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Badyli kukurydzy nie pamiętam by dawano do paszy ... Napewno służyła za wyściółkę zwierzętom ... A obornika to niestety nie mamy, radzimy sobie więc inaczej, jak widzisz zresztą ... Pozdrawiam.

      Usuń