piątek, 26 października 2012

sielsko i naturalnie ...


Znalazłam ten post w kopiach roboczych, chyba jeszcze z 2011 roku ... Dlaczego go nie opublikowałam ... ? nie wiem ... Pewnie tak jakoś wyszło, może było coś ciekawszego niż tak "pospolite kwiecie" ? Jakby nie było ...






... na połacie żółtych irysów w stawie zawsze wyczekiwaliśmy. Kwitnące kwiaty, wyrastające z tafli wody i przyglądające się swemu odbiciu, to naprawdę niesamowite zjawisko.









A teraz, gdy za oknem szaro i buro, naprawdę umiem to docenić ...





... i zatęsknić za takimi widokami ...






poniedziałek, 22 października 2012

koraliki ...





 ... no, nie powiem - wyczekiwane. Ale co z tego, jak strasznie oszczędne w te korale ... skromniutko, skromniutko ...  Kwiecie owszem było, ale przekwitło i opadło, nie zawiązując owoców. To potwierdza regułę, że nasze "pszczelakie" są wygodne i skupiają się na tych rejonach, gdzie kwiatów jest najwięcej, nie zawracając sobie głowy takimi drobiazgami jak moje calicarpy, ukryte gdzieś za stawem, niejednokrotnie w trawie ... Może jak podrosnął ... ? Chociaż z tym też nie jest łatwo, bo krzewy te są bardzo wrażliwe na mróz, nie pomaga  zimowe okrycie, a gdy już się opuszczą na nowo późną wiosną,  to nadchodzą sarny i ... "wióry lecą". Tak miałam tego lata. Czyli za wiele się nie ostało, co zresztą widać na zdjęciach ...










Ale jakby nie było i ile by nie było tych owocków, wiem, jaki kolor mają ! CUDOWNY !!! Takiego soczystego, porcelanowego fioletu to dawno nie widziałam.









Białe owocki też niczego sobie, równie porcelanowe, niczym małe perełki zawieszone na gałązkach ...









Jedyny mankament to to, że swym kolorem i wielkością wogóle się nie ujawniają na krzewie, trzeba się ich doszukiwać.









... chociaż same krzewy też nie imponują wielkością i oprócz saren to mało kto je dostrzega ...


















czwartek, 11 października 2012

mój ci on !!!





Mój pierwszy w życiu, prawdziwy, pachnący jeszcze farbą, katalog z irysami !!! I to nie byle jaki, bo z hodowlą samego Barrego Blytha ! Oczywiście tak sam do mnie nie przyszedł, mam go od pewnego anioła, który twierdzi, że jednak tym aniołem nie jest, no cóż ... Ja wiem swoje ...









No i jak tu się nie pochwalić taką zdobyczą, hmmm ... ? Nie da rady !











Wszystko przepiękne, a ja niczym ten koń u pełnego żłoba, nie wiem, co wybrać. Ale mam nadzieję, że nie skończę jak owa zwierzyna ... hi,hi ... Nie, mam swoje typy, tylko że ich tyle, że potrzebna redukcja, a do niej to po prostu muszę dojrzeć, bo inaczej ... żal !














       

... a znajomemu aniołowi - nie aniołowi SERDECZNIE DZIĘKUJĘ !!!