poniedziałek, 30 grudnia 2013

Au Contraire ...



Wyzwanie ? A jakże ... Od dłuższej chwili zastanawiam się, jak opisać barwy tego irysa. Niewątpliwie jest "nieokreślony", "brudny" - jak to niektórzy zwykli mawiać ... I oto mi chodziło, 'Au Contraire' miał zapoczątkować nową kolekcję barw w moim ogrodzie, namieszać i ... przekwitnąć ? Faktem jednak jest, że jako późny irys, przeżył czerwcowe gradobicie, które przyćmiło jego prawdziwe show. Z uszkodzonych pąków rodził nowe kwiaty, po których ciągle spływały łzy wiosennych opadów, jakby płakał, że nie spełnia oczekiwań ... Nic mylnego ! Wprawdzie nie dane mi było uchwycić jego chwile przeistoczenia, jakim ulegają kolory kwiatu w ciągu jednej doby, ale od czego mamy nadzieję na kolejne sezony ... ? 









Wracając jednak do próby określenia jego kolorów ... Umiejscowiłabym go na palecie barw pomiędzy popielem a fioletem, by uzyskać taki nieśmiały odcień ametystu, szczególnie wyraźny w pierwszych chwilach rozkwitu. Tą chłodną aurę ociepla cudowny złoty rumieniec nieopodal żółto - pomarańczowej bródki. Kontrastowo ? A jakże ! Liczne plisy i falbanki wzbogacają kwiat o dodatkowe załamania światła, by uzyskać jeszcze większy efekt dramaturgii. Pęd mocny, rodzący do 8 pąków, dobrze rozłożonych, tak, by po rozkwicie nie nachodziły na siebie. Pochodzi ze stajni Mid America Garden, z krzyżówki 'Vienna Waltz' X 'Fancy Stuff'. Został wprowadzony na rynek w 2008 roku przez Toma Johnsona.




sobota, 28 grudnia 2013

porcelanowa pastereczka ...



Pamiętacie baśń Hansa Christiana Andersena, zatytułowaną  "Pastereczka i Kominiarczyk" ? Ten irys przypomina mi ową porcelanową figurkę pasterki, nie tylko pod względem koloru i struktury płatków, które przywołują na myśl szkliwo błyszczącej kremowej porcelany, lekko muśniętej lawendą ... Ale jest jeszcze coś, mały mankament, który sprawił, że doszukałam się w jego aurze owej delikatności pastereczki, narażonej w każdej chwili, z racji na swoją kruchość, na stłuczenie ... Otóż nie zawsze wykształca wszystkie "ostrogi", tak jak na tym zdjęciu, jakby brakowało mu nóżki, "ukruszyła się podczas upadku ?" - spytamy ... 








Bywa też tak, że kwiat w ogóle nie wykształca hornetu, intrygując jeszcze bardziej. Zapewne dlatego nie spełnił oczekiwań swojego hodowcy i niczym pęknięta porcelanowa figurka, wylądował w "koszu zapomnienia" ...








Dla mnie pozostanie "porcelanową pastereczką" o takiej właśnie roboczej nazwie ... Dziękuję  :)







niedziela, 24 listopada 2013

uciekinierzy z Rosji ...



Wreszcie są - mali uciekinierzy ze Wschodu. Przybyli do mnie w pierwszych tygodniach października. A wyruszyli jeszcze w sierpniu, z Kaukazu, upchani przez maszynistów ;) gdzieś pomiędzy składowanym węglem w pędzącym parowozie, który niczym zabawka na makiecie, przemierzał bezkresa Rosji ... 
"Para buch, koła w ruch ..."
W przeciągu tygodnia, pokonując trasę 1700 km, dotarli do Moskwy, by następnie przepaść bez wieści na kolejne dwa tygodnie ... Co się w tym czasie działo, pozostanie niestety tajemnicą, która nie ujrzy światła dziennego. Czy złowroga Rosja uwięziła ich w swym lodowym pałacu obłudy ? - nie poznam odpowiedzi ... I gdy straciłam już nadzieję, przyszła informacja, że jednak są i pędzą dalej w kierunku granicy z Ukrainą, schowani przez zaufanego konduktora w jego wagonie służbowym. Kolejne 1200 km ... i kolejne przeszkody u progu do wymarzonej wolności. Przy próbie opuszczenia pociągu w Kijowie, zostali aresztowani przez tutejszą milicję za nielegalne przekroczenie granicy rosyjsko - ukraińskiej. Czy mogło być gorzej ? Dreszcz przenika skórę, każdy wie, co to znaczy na Ukrainie, w kraju bezprawia i korupcji ... I może właśnie dzięki tej korupcji po dwutygodniowym areszcie, przechwyceni przez kolejnego motorniczego wyruszyli do Tarnopola, do rąk Igora Khorosh, by stamtąd, schowani za siedzeniem samochodu dostawczego, bezpiecznie przekroczyć granice Polski. 4300 kilometrów !!! Czyż nie cudowna historia napisana przez życie ?  Niczym z powojennej opowieści, gdy tymczasem mamy dwudziesty pierwszy wiek ...

Moimi bohaterami są kłącza irysów TB sprowadzonych od Olgi Riabykh, rosyjskiej hodowczyni tychże pięknych kwiatów. Natknęłam się na jej dorobek pewnego zimowego wieczorka, gdy znużona bielą otaczającej rzeczywistości, szukałam "wiosny" w internetowej przestrzeni. I tak krok po kroku dotarłam do Nalczyk i ogrodu usłanego kwiatami bogini tęczy.

Od razu podzieliłam się swą euforią na forum zakładając wątek "Irysy naszych wschodnich sąsiadów" - zapraszam zresztą ... A potem ... potem to już ruszyło koło przeznaczenia, czy jak kto woli, koła maszyny parowej i ... więcej przeczytacie tutaj :)

Pomimo tak długiej podróży, bo trwającej ok. 3 miesiące, irysy świetnie zaaklimatyzowały się u mnie i nadrabiają stracony czas najdzielniej, jak potrafią. Popatrzcie zresztą sami :









Duża zasługa jest w tym wszystkim samej Matki Natury, która dała nam w tym roku długą i cudownie ciepłą jesień, tak, że kłącza zdążyły zapuścić korzenie i wydać nowe przyrosty. A Robertowi dziękuję za "dokładanie tego węgla do kotła pędzącego parowozu" ;) Bez Ciebie ten pociąg w ogóle by nie ruszył :)




sobota, 9 listopada 2013

kapliczka - początki ...




Zapragnęło się mi mieć kapliczkę, nie taką przydomową, ale usytuowaną gdzieś w ogrodzie, najlepiej w zaciszu korony drzewa, by dawnym zwyczajem, mogła górować nad światem i błogosławić przechodzących pod nią wędrowców.  



"jest w nich szum zielonych liści
bojaźń
w zamyśleniu
i zapach kwiatów lipy
czerwcowy


jest w nich prostota ludzkich myśli 
świętość
w cierpieniu
i ból ostry cierniowej
korony






są w nich pragnienia najzwyklejsze
i śpiew drżących rąk
w modlitwie

i serce
dłutem niewinnie zranione







cierpi drzewo
cierpi człowiek
cierpi Bóg
 i świątki są strapione" 

                                       autor:  Janusz Kliś







Marzyło mi się spotkać ją gdzieś na trasie swoich wojaży, może gdzieś na targu staroci, może na kiermaszu ludowym ... ? Stało się jednak inaczej, nigdzie nie wyjeżdżałam, a mrzonki o kapliczce stały niemalże w miejscu. Aż któregoś razu, przeglądając po raz wtóry otchłań internetu, natknęłam się na prace pana Jacka Jancelewicza i tak krok po kroku, niczym po nici Adrianny, znalazłam jego stronkę i ... bach ! Tego szukałam !!


"odnalazłam Cię Panie
przy drodze
gdy mgły opadły
jak ręce
a pod nogami
falującym zbożem
zakołysała przestrzeń

rozsypały się kwiaty
na polach

i łzy
w poranej rosie ukryte
jeszcze dzwonią
w modlitwie
jak perły

i wiersze

wypadło ze mnie
serce
w pokłonie

w Twoje dłonie

 odnalazłam Cię Panie
 przy drodze"  


                                 autor: Janusz Kliś










Kapliczka przyszła w czwartek, doskonała w każdym calu, pachnąca nostalgią ściętego drewna, ale ożywająca na nowo w nadziejach w niej pokładanych ... Przedstawia postać Chrystusa Frasobliwego, którego figurę teraz prezentuję, a całość nieomieszkam pokazać, gdy zawiśnie na honorowym miejscu, może jeszcze w tym roku, zobaczymy ...


"Szczęść Boże"












środa, 6 listopada 2013

immensity of silence ...


Przeglądając folder ze zdjęciami, wpadły mi w oko te poniżej. Emanuje z nich ten wieczorny letni spokój, nie tylko dosłowny. A jak na serduchu ciepło w taką jesienną zawiruchę jak dzisiaj, to i człowieka ogarnia tytułowy bezmiar ciszy, bezkres milczenia ... Taki oto sentyment mnie wziął, lipcowy, gdy kwitły ostatnie "blythy" ...  Cieszy mnie to ich naturalne piękno i przede wszystkim mój bezbłędny wybór spośród tak szerokiej i obcej na swój sposób gamy ... No może jedna odmiana nie do końca do mnie przemawia, nawet rozrastać się nie chce, ale reszta ... ? "Giganci rock'a" - pcha się na usta ;). Twarde sztuki, niektóre odmiany wydały po dziewięć nowych przyrostów !!! Taki 'Snaparazzi' na przykład. Nieznacznie za nim, z ośmioma, 'Jealous Guy'. No pięknie. Jakby startowały w jakimś maratonie ... który szybszy, który lepszy ...




'Cameo Minx'



Oby mi tak przebojowo chciały pokonać tegoroczną, pierwszą w ich życiu, polską zimę ... Bo to jednak nie Australia. Mam też nadzieję, że wybierając kolejne nowości nie zawieszę sobie przysłowiowej pętli u szyji, bo co to byłby za sens sprowadzać kolejne, przy porażce z pierwszymi ? Zobaczymy ... Lubię ryzyko, ale z happy endem, jak będzie teraz, czas pokaże. 




'Stop Flirting'


A póki co, schyłek dnia w ich towarzystwie :)




'Jealous Guy'


Taki po pracy, wyciszony, "bezludny" ... "immensity of silence" ...



'Poster Girl'



Cisza wokół mnie, zapada zmrok
A ja nadal w nią wsłuchuję się ...





poniedziałek, 4 listopada 2013

kukurydz to zbóż ...


Plan zakładał "wycięcie w pień" wszystkiego w ciągu dwóch sobót ... Podczas jednej z nich mieliśmy nie lada dylemat : dziki ci to były, czy ... UFO !? Ale od czego mamy detektywa ! I gdy już zakładałam, że kręgi w kukurydzy zrobili kosmici ;), nasz Sherlock Holmes uświadomił mnie, jak się mylę ... ups ...






Wnikliwie badał każdy szczegół, każdy trop ...







Przemierzył kukurydzę wzdłuż i wszerz i analizując zebrane dowody, zdecydowanie ogłosił : TO BYŁY DZIKI !!! No cóż ... No może gdybym nie była tak zajęta robotą, tylko "analizą", sama bym do tego doszła ... a tak to ...







... padłam. I z tym UFO się skompromitowałam ... ;)









środa, 30 października 2013

kolory, kolory ...



I przemija nam jesień, jak za pstryknięciem palcami ... Ponoć to ostatni tydzień tego dobrodziejstwa, które obfitowało w kolory, słońce i ... fiołki ! Tak, tak, zakwitły mi polne fiołki, tkając na zielonym dywanie delikatną fioletową przędzę. 

A skoro o tkaniu i kolorach ... Od razu się przyznaję, i to z bólem serca, że to nie ja ... A tak mi się marzy szydełkowanie bądź robienie na drutach ... Babcia "całe życie" dziergała, a ja jej wtórowałam, siedząc pokornie przy cieplutkim piecku i próbując swoich sił w tej materii ... Niestety z lat dzieciństwa niewiele mi pozostało w pamięci, ale ... pewnie spróbuję, wszak w domowym zaciszu nikt nie skrytykuje ewentualnej porażki ;) 

Póki co, trafiłam na wspaniałą osóbkę, która jest mistrzynią w tym fachu i dzierga ... nawet na swoim urlopie w egzotycznym kraju. To ci dopiero uzależnienie ;) Ma na imię Aga i jest z "Niebieskiej chaty"








To od niej mam te ciepłe i przede wszystkim nasycone kolorem rzeczy. Pierwszy to szal lub jak to woli, komin. A modelką ... "Kalinowska", moja pierwsza deska od niej ;)







 Drugie to minetki, niesamowicie dłuuugie i misternie dziergane szydełkiem ... Cudne, a do tego "nie do pary"! Dlaczego "nie do pary" skoro w parze ? Bo każda inna! A co, trochę takiego szaleństwa mi się zamarzyło ;) Poza tym Aga, robiąc inne wzory do wyboru, tak mnie przetrzymała, że od stanu zauroczenia pierwowzorem, zdążyłam przejść w zakochanie, a potem ... potem to już poleciało ;)







 Oczywiście wszystko było przemyślane, i włóczka ta sama, tylko dzięki bogatej kolorystyce jednego motka, wychodzą takie "odmienności". Dodam, piękne i intrygujące ;) Jak jesień i wiosenne fiołki ...








A Agnieszce serdecznie dziękuję !!!









piątek, 27 września 2013

lejdi ważka ...


W zamyśle pojawiła się już w zeszłym roku, niemniej realnych kształtów nabrała kilka tygodni temu. Widziałam ją oczami wyobraźni właśnie taką, z lekka zawstydzoną ... niemalże nieobecną ... I "mój mistrz" dokładnie to wychwycił, jakby czytał w mych myślach ... Oj, chwała mu za to, wielka ! I za cenne sugestie, ba, bezcenne !







Przyodziana jest w kolory wody, jaki przybiera staw w ciepłe jesienne dni. Gdy w tym czasie zacznie padać deszcz, jego krople tworzą na tafli taki właśnie melanż ... Czyż nie realistycznie ? Mistyczno - realistycznie ...








I najważniejsze - kwiaty ... We włosach i w ręku ... Ktoś poznaje ?






Irysy, a jakże ! Całkiem nieoczekiwanie dla mnie przybrały kolor krzewu, zwanego "Pięknotką". To także odcień odmiany Roberta o nazwie 'Polish Debutante', której kwitnienie ujrzę być może już w nadchodzącym sezonie :)


A Tobie mistrzu serdecznie dziękuję ... :)




czwartek, 26 września 2013

sentimento ...



Jesień jest urokliwa, ale te jej humory ... Zdecydowanie wolę majową radość, rozbudzającą się w serduchu wraz z pojawiającymi się,  wśród irysowego listowia, pąkami ... "Sentimento" ? Wielkie !!!








To słoneczko, ta soczystość barw i te pąki pełne tajemnic ... Zapowiedzi czegoś nowego, zagadkowego ?







Uwielbiam je takie dumnie wyprostowane, skąpane w promieniach budzącego się bądź zachodzącego już słońca ...










Niestety tegoroczna aura pogodowa nie pozwoliła do końca cieszyć się takimi widokami, niszcząc w pół godziny wszystko, co napotkała na swej drodze ... Przeszła potężna nawałnica z gradem i zsiekała wszystko, co mogła. I to akurat w Boże Ciało i w tym momencie, gdy byliśmy w szpitalu u ciężko chorej mamy. Co zastałam po powrocie, wolę zapomnieć. To są te paradoksy życia. Powiadają :"Co Cię nie zabije ..." Oby to była prawda. 








Tak więc tegoroczny sezon irysowy, który zapowiadał się najbardziej udanym pod względem ilości kwiecia, mogę podzielić na dwa etapy : sprzed gradobicia i po nim. Zdjęcia są oczywiście typowo wiosenne, majowe, to, co było potem, wolę nie oglądać.








Ale wracając do kwitnień - praktycznie wszystkie odmiany wypuściły po maksimum pąków, zapowiadając prawdziwe show. Nie przeszkodziła im w tym późna wiosna, ale zaszkodziły późniejsze długie ulewy. Kłącza osłabione kwitnieniem nie przyrastały, a jedynie topiły się w ciągłym nieprzerwalnym deszczu. Słońca było jak na lekarstwo ... A ja złapałam się w tą pułapkę uczuć jak marna mucha w pajęczą sieć - zamiast powycinać i tak zniszczone pąki, trzymałam je praktycznie do końca, mając nadzieję na ... Na cud ? "Nadzieja nie umiera nigdy ..."







Jeszcze osiem miesięcy ...




czwartek, 19 września 2013

"po zbiorach ..."




 Najwyższy czas na podsumowanie sezonu irysowego i przede wszystkim podziękowania. Dni robią się coraz krótsze i  chłodniejsze, więc sam ten fakt przegania człowieka do domu ... niestety ... Chociaż ja nadal, przy wtórze łopaty i taczek, walczę z darnią w ogrodzie, robiąc nowe "księżycowe" rabaty. Dlaczego "księżycowe" ? Bo ... tutaj ważki mówią dobranoc ... ha, ha, ha ... Nie, zbieg okoliczności. Ale powróćmy do irysów. Wszystkie paczki już wysłane, ostatnia pewnie właśnie dochodzi ... Kłącza w tym roku obrodziły różnie, chociaż nie było takich kolosów jak zeszłorocznie, niemniej nie można wymagać cudów po tak "przeinaconej" - jak to mówią górale - pogodzie. Ale źle nie było. 








Niczego odkrywczego w związku z poprzednimi laty nie wymyśliłam, no oprócz tego, że starałam się kłącza wykopywać na bieżąco, pod zamówienie. Ma to swoje dobre i złe strony, bo nigdy do końca nie wiedziałam, jakie to kłącze będzie, czasami niestety zdażało się być podjedzone przez "żyjący własnym życiem ogród" ... Ale dużym plusem była świeżość kłączy i przede wszystkim rozłożona praca. Głównie to drugie, chociaż w pierwszej kwestii też należy się wyjaśnienie. Otóż kłącze powinno jakiś czas odpocząć poza matką rodzicielką, by zebrało w sobie soki i zmobilizowało się do lepszej wegetacji. Tak więc czy kłącze jest "prosto z piekarni" czy trochę "czerstwe", naprawdę nie robi większej różnicy :) Sama "podsuszam" kłącza przed sadzeniem, czasami ... z braku czasu ;)







No i teraz najważniejsze ! Chcę wszystkim podziękować za wyrozumiałość, cierpliwość i tyle ciepłych słów ... Zgodnie z zapowiedzią, cytuję jeden fragment, który mnie naprawdę ujął :


"A więc w końcu i ja się dostałam do tego by znaleźć odrobinę czasu i napisać . Jakoś ten czas ostatnio przecieka nam pomiędzy palcami ,a mnie się to wcale nie podoba . Ja lubię się tak czasem zatrzymać w tej gonitwie dnia codziennego , odetchnąć i widzieć nawet tą małą żabkę która nas często wystraszy w ogrodzie przemykając pomiędzy nogami . To co napisałam i tylko słowa , chwila w której akurat jesteśmy szczęśliwi i czasem umiemy to przelać na papier . No bo jak tu się nie cieszyć gdy dorzucasz jakieś 10 gratisów i jeszcze piszesz że to ,,nic takiego'' .Ludzie w tym zwariowanym świecie coraz rzadziej potrafią okazywać tą dziecięcą radość z prostych spraw ,no i za mało tych miłych słów w naszym życiu ,a to przecież dodaje skrzydeł bo któż nie lubi być doceniany . Więc cytuj co chcesz jeśli to na swój sposób wielkie słowa ,małej ogrodniczki .hi...hi.. wiesz widziałam na fejzbuku że opiekujesz się chłopczykiem ....tak inaczej , to dla mnie wielka rzecz . Nigdy nie pytałam ale ja mam 36lat i troje dzieci i wiem co to potrzeby dziecka ,a oni tam przecież nie wiele mają ,a cieszą się z małych rzeczy ,prostych i zwykłych i płacą uśmiechem"



Justynko - ta ja Ci dziękuję ... i Wszystkim pozostałym !!! Niech Wam iryski zdrowo przyrastają i cieszą serducho już za ... raz, dwa ... osiem miesięcy !!!






środa, 21 sierpnia 2013

petites Snuffles français ...



Długo czekałam na to zdjątko - tak wyglądała bowiem Iris po "obchodzie" mojego ogrodu, ha, ha ... Wywąchała chyba wszystko, co kwitło, głównie liliowce, bo to był ich czas. Ale trafiła też na australijskie irysy, na które zareagowała nad wyraz spontanicznie ! Oj, świadoma jest swego imienia, świadoma ... ;)


A na zdjęciu - z noskiem pełnym pyłku !







Fajna ta nasza francuska pszczółka, no nie ? ;)




niedziela, 18 sierpnia 2013

No. 1


'Snaparazzi' - irys, który na "liście chciejstw" znalazł pierwsze miejsce ... Wprawdzie na mojej rabacie nie osiągnął wyglądu pierwowzoru z katalogu TEMPO TWO 2011/12, gdzie wyglądał tak, łamiąc serca swoim nietuzinkowym wyglądem i niedostępnością obcowania, ale go mam i ... I muszę czekać na kolejne kwitnienie, tym razem sezonowe, by wyłapać prawdziwe barwy, którymi tak zachwyca. Poza tym należy mu się pełne "zasiedzenie", teraz bowiem zakwitł niemalże w biegu, bowiem na moją bocheńską ziemię zawitał niespełna kilka miesięcy temu ! 












I chociaż nie mogę doszukać się jego "prawdziwych kolorów", które oczami wyobraźni widziałam niczym "illuminacja barwna", to jednak budowę ma genialną ! Idealne rozgałęzienia sprawiają, że kwiaty nie nachodzą na siebie i nie gniotą się na łodydze. A jak wytłumaczyć ową "illuminację" ? Hmmm ... Poszczególne kolory są odrębne jak w grze świateł, ale gdzieś tam na obrzeżach delikatnie się stykają i pomimo swej odrębności lawendowo - oliwkowej tworzą spójną całość. Tak przynajmniej zapamiętałam ten katalogowy wizerunek.








Tak więc bardzo jestem ciekawa kolejnego kwitnienia i konfrontacji wyobraźni z rzeczywistością  ;)










Rodzice : 'Legerdemain' x 'Gypsy Lord'. Jest siostrą 'Honorable Lord'.








Jest introdukcją Barrego Blytha zarejestrowaną w 2011 roku. 














wtorek, 13 sierpnia 2013

"prosto z pola ..."




I wreszcie mam swoje wymarzone irysy z samego Jazlandu ! Polskie, rodzime odmiany ... Paczuszka przyszła dzisiaj, a w niej same rarytasy ;)  !!! 







Powoli otwieram, a tam ...








... rozbrajający "liścik" od irysków !








"Przepraszamy, że my takie brudne na zewnątrz, za to piękne wewnątrz ..." - słodkie, oj ... Ale słowa święte, bo owe "wnętrze" mają ZDUMIEWAJĄCE !!!








A oto jedna z nich, "WICHRY NAMIĘTNOŚCI", której jestem poniekąd "matką chrzestną", bo ... to imię wymyśliłam ja. Trochę nieskromnie to piszę, ale mówię Wam, radochę mam wielką ! Roboczo miał się nazywac "Tempestem". A irys - cudo na maksa. Uwielbiam te tonacje. Ilekroć widzę takie niebo nad stawem, moje myśli biegną ku takowym odmianom. Naprawdę są zjawiskowe, jak nieobliczalna burza z całą swoją aurą tragizmu i tajemniczości zarazem ... "Wichry Namiętności" ... 









W gąszczu irysów natrafiłam też na ... kopertkę ? A cóż to może być za niespodzianka ? 








Ja już wiem, ale zostawię ten sekret dla siebie ;) Robert - DZIĘKUJĘ !!!





środa, 7 sierpnia 2013

Megomalomania ...



Kolejna dostawa irysów ! Tym razem od Antona Mego, słowackiego hodowcy. Wprawdzie "nie załapałam" się na intrygujące nowości, chociażby takie jak 'ROHATEC' czy 'DUNAJEC', ale jak na pierwszy raz, nie jest najgorzej. Ba, jest bardzo dobrze ! Paczuszka przyszła dzisiaj, a w niej całkiem inna bajka niż ta z Mid America Garden. Dlaczego ? Bo nie wszystkie odmiany tak do końca do mnie przemawiały, chociażby 'SLNKO V OBLAKOCH', ale jak się nie spróbuje, to się nie wie, czyż nie ?

No to spróbujemy ... ;)








Kłącza przyszły różnej wielkości, ale trafiły mi się też prawdziwe okazy, które, ku mojej uciesze, było za co chwycić ;) 












A że skwar niemiłosierny, to pierwsze, co zrobiliśmy, to ... ochłoda w stawie !






Oj, przyjemnie, bardzo ...







A potem w "witaminki" i wieczorkiem, gdy na dworze trochę się ochłodzi, na rabatę :)







Dziękuję.