piątek, 27 września 2013

lejdi ważka ...


W zamyśle pojawiła się już w zeszłym roku, niemniej realnych kształtów nabrała kilka tygodni temu. Widziałam ją oczami wyobraźni właśnie taką, z lekka zawstydzoną ... niemalże nieobecną ... I "mój mistrz" dokładnie to wychwycił, jakby czytał w mych myślach ... Oj, chwała mu za to, wielka ! I za cenne sugestie, ba, bezcenne !







Przyodziana jest w kolory wody, jaki przybiera staw w ciepłe jesienne dni. Gdy w tym czasie zacznie padać deszcz, jego krople tworzą na tafli taki właśnie melanż ... Czyż nie realistycznie ? Mistyczno - realistycznie ...








I najważniejsze - kwiaty ... We włosach i w ręku ... Ktoś poznaje ?






Irysy, a jakże ! Całkiem nieoczekiwanie dla mnie przybrały kolor krzewu, zwanego "Pięknotką". To także odcień odmiany Roberta o nazwie 'Polish Debutante', której kwitnienie ujrzę być może już w nadchodzącym sezonie :)


A Tobie mistrzu serdecznie dziękuję ... :)




czwartek, 26 września 2013

sentimento ...



Jesień jest urokliwa, ale te jej humory ... Zdecydowanie wolę majową radość, rozbudzającą się w serduchu wraz z pojawiającymi się,  wśród irysowego listowia, pąkami ... "Sentimento" ? Wielkie !!!








To słoneczko, ta soczystość barw i te pąki pełne tajemnic ... Zapowiedzi czegoś nowego, zagadkowego ?







Uwielbiam je takie dumnie wyprostowane, skąpane w promieniach budzącego się bądź zachodzącego już słońca ...










Niestety tegoroczna aura pogodowa nie pozwoliła do końca cieszyć się takimi widokami, niszcząc w pół godziny wszystko, co napotkała na swej drodze ... Przeszła potężna nawałnica z gradem i zsiekała wszystko, co mogła. I to akurat w Boże Ciało i w tym momencie, gdy byliśmy w szpitalu u ciężko chorej mamy. Co zastałam po powrocie, wolę zapomnieć. To są te paradoksy życia. Powiadają :"Co Cię nie zabije ..." Oby to była prawda. 








Tak więc tegoroczny sezon irysowy, który zapowiadał się najbardziej udanym pod względem ilości kwiecia, mogę podzielić na dwa etapy : sprzed gradobicia i po nim. Zdjęcia są oczywiście typowo wiosenne, majowe, to, co było potem, wolę nie oglądać.








Ale wracając do kwitnień - praktycznie wszystkie odmiany wypuściły po maksimum pąków, zapowiadając prawdziwe show. Nie przeszkodziła im w tym późna wiosna, ale zaszkodziły późniejsze długie ulewy. Kłącza osłabione kwitnieniem nie przyrastały, a jedynie topiły się w ciągłym nieprzerwalnym deszczu. Słońca było jak na lekarstwo ... A ja złapałam się w tą pułapkę uczuć jak marna mucha w pajęczą sieć - zamiast powycinać i tak zniszczone pąki, trzymałam je praktycznie do końca, mając nadzieję na ... Na cud ? "Nadzieja nie umiera nigdy ..."







Jeszcze osiem miesięcy ...




czwartek, 19 września 2013

"po zbiorach ..."




 Najwyższy czas na podsumowanie sezonu irysowego i przede wszystkim podziękowania. Dni robią się coraz krótsze i  chłodniejsze, więc sam ten fakt przegania człowieka do domu ... niestety ... Chociaż ja nadal, przy wtórze łopaty i taczek, walczę z darnią w ogrodzie, robiąc nowe "księżycowe" rabaty. Dlaczego "księżycowe" ? Bo ... tutaj ważki mówią dobranoc ... ha, ha, ha ... Nie, zbieg okoliczności. Ale powróćmy do irysów. Wszystkie paczki już wysłane, ostatnia pewnie właśnie dochodzi ... Kłącza w tym roku obrodziły różnie, chociaż nie było takich kolosów jak zeszłorocznie, niemniej nie można wymagać cudów po tak "przeinaconej" - jak to mówią górale - pogodzie. Ale źle nie było. 








Niczego odkrywczego w związku z poprzednimi laty nie wymyśliłam, no oprócz tego, że starałam się kłącza wykopywać na bieżąco, pod zamówienie. Ma to swoje dobre i złe strony, bo nigdy do końca nie wiedziałam, jakie to kłącze będzie, czasami niestety zdażało się być podjedzone przez "żyjący własnym życiem ogród" ... Ale dużym plusem była świeżość kłączy i przede wszystkim rozłożona praca. Głównie to drugie, chociaż w pierwszej kwestii też należy się wyjaśnienie. Otóż kłącze powinno jakiś czas odpocząć poza matką rodzicielką, by zebrało w sobie soki i zmobilizowało się do lepszej wegetacji. Tak więc czy kłącze jest "prosto z piekarni" czy trochę "czerstwe", naprawdę nie robi większej różnicy :) Sama "podsuszam" kłącza przed sadzeniem, czasami ... z braku czasu ;)







No i teraz najważniejsze ! Chcę wszystkim podziękować za wyrozumiałość, cierpliwość i tyle ciepłych słów ... Zgodnie z zapowiedzią, cytuję jeden fragment, który mnie naprawdę ujął :


"A więc w końcu i ja się dostałam do tego by znaleźć odrobinę czasu i napisać . Jakoś ten czas ostatnio przecieka nam pomiędzy palcami ,a mnie się to wcale nie podoba . Ja lubię się tak czasem zatrzymać w tej gonitwie dnia codziennego , odetchnąć i widzieć nawet tą małą żabkę która nas często wystraszy w ogrodzie przemykając pomiędzy nogami . To co napisałam i tylko słowa , chwila w której akurat jesteśmy szczęśliwi i czasem umiemy to przelać na papier . No bo jak tu się nie cieszyć gdy dorzucasz jakieś 10 gratisów i jeszcze piszesz że to ,,nic takiego'' .Ludzie w tym zwariowanym świecie coraz rzadziej potrafią okazywać tą dziecięcą radość z prostych spraw ,no i za mało tych miłych słów w naszym życiu ,a to przecież dodaje skrzydeł bo któż nie lubi być doceniany . Więc cytuj co chcesz jeśli to na swój sposób wielkie słowa ,małej ogrodniczki .hi...hi.. wiesz widziałam na fejzbuku że opiekujesz się chłopczykiem ....tak inaczej , to dla mnie wielka rzecz . Nigdy nie pytałam ale ja mam 36lat i troje dzieci i wiem co to potrzeby dziecka ,a oni tam przecież nie wiele mają ,a cieszą się z małych rzeczy ,prostych i zwykłych i płacą uśmiechem"



Justynko - ta ja Ci dziękuję ... i Wszystkim pozostałym !!! Niech Wam iryski zdrowo przyrastają i cieszą serducho już za ... raz, dwa ... osiem miesięcy !!!