środa, 30 października 2013

kolory, kolory ...



I przemija nam jesień, jak za pstryknięciem palcami ... Ponoć to ostatni tydzień tego dobrodziejstwa, które obfitowało w kolory, słońce i ... fiołki ! Tak, tak, zakwitły mi polne fiołki, tkając na zielonym dywanie delikatną fioletową przędzę. 

A skoro o tkaniu i kolorach ... Od razu się przyznaję, i to z bólem serca, że to nie ja ... A tak mi się marzy szydełkowanie bądź robienie na drutach ... Babcia "całe życie" dziergała, a ja jej wtórowałam, siedząc pokornie przy cieplutkim piecku i próbując swoich sił w tej materii ... Niestety z lat dzieciństwa niewiele mi pozostało w pamięci, ale ... pewnie spróbuję, wszak w domowym zaciszu nikt nie skrytykuje ewentualnej porażki ;) 

Póki co, trafiłam na wspaniałą osóbkę, która jest mistrzynią w tym fachu i dzierga ... nawet na swoim urlopie w egzotycznym kraju. To ci dopiero uzależnienie ;) Ma na imię Aga i jest z "Niebieskiej chaty"








To od niej mam te ciepłe i przede wszystkim nasycone kolorem rzeczy. Pierwszy to szal lub jak to woli, komin. A modelką ... "Kalinowska", moja pierwsza deska od niej ;)







 Drugie to minetki, niesamowicie dłuuugie i misternie dziergane szydełkiem ... Cudne, a do tego "nie do pary"! Dlaczego "nie do pary" skoro w parze ? Bo każda inna! A co, trochę takiego szaleństwa mi się zamarzyło ;) Poza tym Aga, robiąc inne wzory do wyboru, tak mnie przetrzymała, że od stanu zauroczenia pierwowzorem, zdążyłam przejść w zakochanie, a potem ... potem to już poleciało ;)







 Oczywiście wszystko było przemyślane, i włóczka ta sama, tylko dzięki bogatej kolorystyce jednego motka, wychodzą takie "odmienności". Dodam, piękne i intrygujące ;) Jak jesień i wiosenne fiołki ...








A Agnieszce serdecznie dziękuję !!!