niedziela, 24 listopada 2013

uciekinierzy z Rosji ...



Wreszcie są - mali uciekinierzy ze Wschodu. Przybyli do mnie w pierwszych tygodniach października. A wyruszyli jeszcze w sierpniu, z Kaukazu, upchani przez maszynistów ;) gdzieś pomiędzy składowanym węglem w pędzącym parowozie, który niczym zabawka na makiecie, przemierzał bezkresa Rosji ... 
"Para buch, koła w ruch ..."
W przeciągu tygodnia, pokonując trasę 1700 km, dotarli do Moskwy, by następnie przepaść bez wieści na kolejne dwa tygodnie ... Co się w tym czasie działo, pozostanie niestety tajemnicą, która nie ujrzy światła dziennego. Czy złowroga Rosja uwięziła ich w swym lodowym pałacu obłudy ? - nie poznam odpowiedzi ... I gdy straciłam już nadzieję, przyszła informacja, że jednak są i pędzą dalej w kierunku granicy z Ukrainą, schowani przez zaufanego konduktora w jego wagonie służbowym. Kolejne 1200 km ... i kolejne przeszkody u progu do wymarzonej wolności. Przy próbie opuszczenia pociągu w Kijowie, zostali aresztowani przez tutejszą milicję za nielegalne przekroczenie granicy rosyjsko - ukraińskiej. Czy mogło być gorzej ? Dreszcz przenika skórę, każdy wie, co to znaczy na Ukrainie, w kraju bezprawia i korupcji ... I może właśnie dzięki tej korupcji po dwutygodniowym areszcie, przechwyceni przez kolejnego motorniczego wyruszyli do Tarnopola, do rąk Igora Khorosh, by stamtąd, schowani za siedzeniem samochodu dostawczego, bezpiecznie przekroczyć granice Polski. 4300 kilometrów !!! Czyż nie cudowna historia napisana przez życie ?  Niczym z powojennej opowieści, gdy tymczasem mamy dwudziesty pierwszy wiek ...

Moimi bohaterami są kłącza irysów TB sprowadzonych od Olgi Riabykh, rosyjskiej hodowczyni tychże pięknych kwiatów. Natknęłam się na jej dorobek pewnego zimowego wieczorka, gdy znużona bielą otaczającej rzeczywistości, szukałam "wiosny" w internetowej przestrzeni. I tak krok po kroku dotarłam do Nalczyk i ogrodu usłanego kwiatami bogini tęczy.

Od razu podzieliłam się swą euforią na forum zakładając wątek "Irysy naszych wschodnich sąsiadów" - zapraszam zresztą ... A potem ... potem to już ruszyło koło przeznaczenia, czy jak kto woli, koła maszyny parowej i ... więcej przeczytacie tutaj :)

Pomimo tak długiej podróży, bo trwającej ok. 3 miesiące, irysy świetnie zaaklimatyzowały się u mnie i nadrabiają stracony czas najdzielniej, jak potrafią. Popatrzcie zresztą sami :









Duża zasługa jest w tym wszystkim samej Matki Natury, która dała nam w tym roku długą i cudownie ciepłą jesień, tak, że kłącza zdążyły zapuścić korzenie i wydać nowe przyrosty. A Robertowi dziękuję za "dokładanie tego węgla do kotła pędzącego parowozu" ;) Bez Ciebie ten pociąg w ogóle by nie ruszył :)




sobota, 9 listopada 2013

kapliczka - początki ...




Zapragnęło się mi mieć kapliczkę, nie taką przydomową, ale usytuowaną gdzieś w ogrodzie, najlepiej w zaciszu korony drzewa, by dawnym zwyczajem, mogła górować nad światem i błogosławić przechodzących pod nią wędrowców.  



"jest w nich szum zielonych liści
bojaźń
w zamyśleniu
i zapach kwiatów lipy
czerwcowy


jest w nich prostota ludzkich myśli 
świętość
w cierpieniu
i ból ostry cierniowej
korony






są w nich pragnienia najzwyklejsze
i śpiew drżących rąk
w modlitwie

i serce
dłutem niewinnie zranione







cierpi drzewo
cierpi człowiek
cierpi Bóg
 i świątki są strapione" 

                                       autor:  Janusz Kliś







Marzyło mi się spotkać ją gdzieś na trasie swoich wojaży, może gdzieś na targu staroci, może na kiermaszu ludowym ... ? Stało się jednak inaczej, nigdzie nie wyjeżdżałam, a mrzonki o kapliczce stały niemalże w miejscu. Aż któregoś razu, przeglądając po raz wtóry otchłań internetu, natknęłam się na prace pana Jacka Jancelewicza i tak krok po kroku, niczym po nici Adrianny, znalazłam jego stronkę i ... bach ! Tego szukałam !!


"odnalazłam Cię Panie
przy drodze
gdy mgły opadły
jak ręce
a pod nogami
falującym zbożem
zakołysała przestrzeń

rozsypały się kwiaty
na polach

i łzy
w poranej rosie ukryte
jeszcze dzwonią
w modlitwie
jak perły

i wiersze

wypadło ze mnie
serce
w pokłonie

w Twoje dłonie

 odnalazłam Cię Panie
 przy drodze"  


                                 autor: Janusz Kliś










Kapliczka przyszła w czwartek, doskonała w każdym calu, pachnąca nostalgią ściętego drewna, ale ożywająca na nowo w nadziejach w niej pokładanych ... Przedstawia postać Chrystusa Frasobliwego, którego figurę teraz prezentuję, a całość nieomieszkam pokazać, gdy zawiśnie na honorowym miejscu, może jeszcze w tym roku, zobaczymy ...


"Szczęść Boże"












środa, 6 listopada 2013

immensity of silence ...


Przeglądając folder ze zdjęciami, wpadły mi w oko te poniżej. Emanuje z nich ten wieczorny letni spokój, nie tylko dosłowny. A jak na serduchu ciepło w taką jesienną zawiruchę jak dzisiaj, to i człowieka ogarnia tytułowy bezmiar ciszy, bezkres milczenia ... Taki oto sentyment mnie wziął, lipcowy, gdy kwitły ostatnie "blythy" ...  Cieszy mnie to ich naturalne piękno i przede wszystkim mój bezbłędny wybór spośród tak szerokiej i obcej na swój sposób gamy ... No może jedna odmiana nie do końca do mnie przemawia, nawet rozrastać się nie chce, ale reszta ... ? "Giganci rock'a" - pcha się na usta ;). Twarde sztuki, niektóre odmiany wydały po dziewięć nowych przyrostów !!! Taki 'Snaparazzi' na przykład. Nieznacznie za nim, z ośmioma, 'Jealous Guy'. No pięknie. Jakby startowały w jakimś maratonie ... który szybszy, który lepszy ...




'Cameo Minx'



Oby mi tak przebojowo chciały pokonać tegoroczną, pierwszą w ich życiu, polską zimę ... Bo to jednak nie Australia. Mam też nadzieję, że wybierając kolejne nowości nie zawieszę sobie przysłowiowej pętli u szyji, bo co to byłby za sens sprowadzać kolejne, przy porażce z pierwszymi ? Zobaczymy ... Lubię ryzyko, ale z happy endem, jak będzie teraz, czas pokaże. 




'Stop Flirting'


A póki co, schyłek dnia w ich towarzystwie :)




'Jealous Guy'


Taki po pracy, wyciszony, "bezludny" ... "immensity of silence" ...



'Poster Girl'



Cisza wokół mnie, zapada zmrok
A ja nadal w nią wsłuchuję się ...





poniedziałek, 4 listopada 2013

kukurydz to zbóż ...


Plan zakładał "wycięcie w pień" wszystkiego w ciągu dwóch sobót ... Podczas jednej z nich mieliśmy nie lada dylemat : dziki ci to były, czy ... UFO !? Ale od czego mamy detektywa ! I gdy już zakładałam, że kręgi w kukurydzy zrobili kosmici ;), nasz Sherlock Holmes uświadomił mnie, jak się mylę ... ups ...






Wnikliwie badał każdy szczegół, każdy trop ...







Przemierzył kukurydzę wzdłuż i wszerz i analizując zebrane dowody, zdecydowanie ogłosił : TO BYŁY DZIKI !!! No cóż ... No może gdybym nie była tak zajęta robotą, tylko "analizą", sama bym do tego doszła ... a tak to ...







... padłam. I z tym UFO się skompromitowałam ... ;)