wtorek, 21 stycznia 2014

Historia pewnej niezapominajki ...



Moja babcia, ta prawdziwa, nie tylko z nazwy, odeszła od nas dziewięć lat temu ... Jak to ona - po cichu, skromniutko, niemalże bezszelestnie ... Nigdy nikomu nie chciała zawadzać, wszelkie troski trzymała dla siebie. Życie ją do tego zmusiło. Urodziła się w malowniczej wiosce o wdzięcznej nazwie Rajbrot, ale życie splatało jej figla i przegoniło do miasta, za chlebem ... Bardzo wcześnie zmarł jej mąż, z którym ponoć lekko nie miała, i tak została sama z dwiema małymi córeczkami. Jedną z nich jest moja mama. 

Zanim na stałe osiadła na ulicy Białej, tułała się po różnych stancjach, by wreszcie osiąść w starej kamienicy niedaleko kościoła Św. Mikołaja. Budynek ten miał na swoich tyłach małe podwóreczko, praktycznie całe pokryte betonowymi płytami chodnikowymi, w szczelinach których nasiała się niezapominajka. Rosła tak z roku na rok, niezmiennie ciesząc oczy swym niebieskim kobiercem. I któregoś dnia babcia namyślała sobie, że wyrwie kilka sadzoneczek i przywiezie je do mnie ... 





zdjęcie pochodzi z otchłani internetu i jest tylko nawiązaniem do mojej historii


Od dawna było wiadome i widoczne zresztą, że jestem jej odzwierciedleniem, miłośniczką natury, kwiatów i wszelakiego stworzenia. Ponoć w dzieciństwie nie można mnie było utrzymać przy sobie, a mój mały samotny łebek wiecznie wystawał z przepastnej trawy wszechobecnych łąk. A ręce ... ręce zawsze miałam zajęte kwiatami :). Ale wracając do niezapominajki - mimo iż to było 15 lat temu, doskonale pamiętam, jak nie wiedziałam, co zrobić z takimi przerośniętymi już kwiatami, które raczej straszyły aniżeli zdobiły. W rezultacie posadziłam je w skalniaku przy stawie, który przetrwał jeszcze parę lat, zanim go w końcu zlikwidowałam z racji złego lokum i "niemodnej" formy. Ziemię przetransportowałam pod kompostownik w nadziei, że jeszcze się kiedyś przyda. I nie myliłam się. Po latach "leżakowania", została matką rodzicielką dla mojej nowej i jedynej pasji, jaką stała się hodowla irysów. Przewiozłam ją w miejsce wyrwanej darni, gdzie głównie dominował piasek i gdzie aż prosiło się o zastrzyk życiodajnej energii. Jak się później okazało, sprzyjała nie tylko kosaćcom, bo ... obrodziła mnóstwem niezapominajek, przekształcając mój nowy ogród w niebieski skrawek nieba !!! Babcia nie dała o sobie zapomnieć nawet po 15 latach, zresztą ... nie da się nie pamiętać TAKIEJ OSOBY !!! BABCIU - DZIĘKUJĘ CI ZA WSPANIAŁE DZIECIŃSTWO !!!



12 komentarzy:

  1. Pięknie, aż same łzy cisną na oczy... Dziękuję Ci w imieniu i mojej babci za ta wzruszający post.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... i ja dziękuję za wysłuchanie ...

      Usuń
  2. Przypomniałaś mi mojej babcie. Ostatnia z nich odeszła 15 lat temu. Obie hodowały kwiaty. Pamiętam irysy, lilie świętego Józefa, róże a drugiej lilie- smolinosy, cynie i dalie.
    Piękne wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo piękne, tak, jak zapewne ich ogródki w tym czasie.

      Usuń
  3. Nie zapomnisz nigdy Babci. Nie pozwolą Ci na to nawet niezapominajki. Twój post jest wruszający. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie zapomnę, nie zapomnę ... Dziękuję.

      Usuń
  4. Piękna historia:) To cudowne, że nasi bliscy są z nami nadal dzięki swoim miłościom które zdążyli nam przekazać:) I za każdym razem kiedy kwitnie w ogrodzie kolejna miłość mojej Babci, Dziadka, Mamy - Oni do mnie powracają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cudowne, że widzimy Ich w tych najzwyklejszych kwiatach czy przedmiotach. Jakby byli obecni, chociaż z upływem czasu lekko przysłonięci mgłą ...

      Usuń
  5. Ładnie to napisałaś, masz cudowne wspomnienia. Dzięki nim możesz się przenosić w czasy dzieciństwa.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo przy Niej same cudowne były :)
      Dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń
  6. Do dziś czuję zapachy z ogródka moich Dziadków -mieszanina woni kopru, pelargonii i nagrzanej słońcem ziemi.
    A dla Taty leśnika posadziłam sosny, modrzewie i brzozy. Taty nie ma, drzewa ma i czasem czuję wśród nich Jego obecność

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapach, to nieodłączny łącznik teraźniejszości z naszą przeszłością. Często się łapię na tym, że "wywąchałam swoje dzieciństwo" ;) Pozdrawiam.

      Usuń