piątek, 21 marca 2014

Boże, jak cudownie ...




"Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje" - nie sposób się nie zgodzić z tą starą sentencją, powtarzaną z pokolenia na pokolenie. I taki był też dzisiejszy poranek - słoneczny, ciepły, pachnący ... I przede wszystkim WOLNY OD PRACY ! Czyż mogło być wspanialej ? Co chwila łapałam się na tym, że nieświadomie powtarzam sobie w myślach :"Boże, jak cudownie ...". Aż w pewnym momencie zaczęłam się uśmiechać do siebie, że brzmi to jak modlitwa ... Dziękczynna pewnie...








Radosna euforia ogarniała mnie od wczesnych godzin, gdy tylko słońce zapukało do mojego okna, zapraszając na ... kawę oczywiście. Taką czarną, koniecznie "parzoną", w mojej ulubionej szklance. Myślę sobie - najwyższy czas przywrócić owy zwyczaj celebracji tego trunku na łonie natury ... I tak też uczyniłam. Wypiłam kawę z samą Wiosną ! Na razie przyodzianą tylko w fiołki i stokrotki, ale zapewniam Was, że ta skromność naprawdę mi imponuje ... W końcu moje pierwsze ogródeczki, wykopane gdzieś pod drzewem jabłoni bądź krzewem porzeczki, takie właśnie były - skromne, fiołkowo - stokrotne, ale najpiękniejsze na świecie ! Nie wszystkie drzewa przetrwały, porzeczki też wykopane, a fiołki nadal trwają na zielonym kobiercu, wprawiając mnie w osłupienie, ileż to w dzieciństwie miałam tych "ogródeczków" ... ;)



środa, 19 marca 2014

tańcząc z chochołami ...



Wczorajszy dzionek, rozwiany niczym dzikie konie na prerii, upłynął mi przy zdejmowaniu chochołów z krzewów i pnączy. Tak, tak, wiosna za pasem, a ja taka nieprzygotowana ;) Ta świadomość była u mnie na tyle mocna, że graniczyła niemalże ze strachem, że nową porę roku przywitam w zimowej szacie ... 

"Emocje są jak dzikie konie i potrzeba wielkiej mądrości, by je okiełznać" - pisał Paulo Coelho.

 Dla mnie jednak najważniejszy był czas, a raczej jego zdecydowany brak. Ale w końcu wygospodarowałam ten wtorek, by przy wtórze wiejącego wiatru, zatańczyć ostatni taniec z chochołami - jak w "Weselu" Wyspiańskiego. Nie było to trudne, bo wiatr ożywiał moich kukurydzianych "partnerów", którzy niejednokrotnie potem próbowali prowadzić w tym dziwnym tańcu. A ja wolałam nie sprawdzać, czy ich "silne ramiona" będą w stanie utrzymać mnie nad otchłanią wody, wszak staw tuż, tuż ... 

Ale to nie koniec emocji. To, co zastałam po ściągnięciu chochołów, wprawiło mnie w jeszcze większe osłupienie. Wszystko wybujało tak, że aż "wypłowiało" od braku dostępu do światła. 







Przede wszystkim powojniki, którym zawsze śpieszno do wiosennych igraszek ;)






I co niektóre hortensje, które były wyjątkowo pieczołowicie okryte, z racji na ich wrażliwość na mrozy :







A czy wydadzą kwiecie ? Bardzo jestem tego ciekawa. Zima była łagodna, powinny ... Chociaż ta powinność nie zawsze idzie w parze z prozą życia ...

Proza życia ... wiecie, że ostatni raz wolne miałam 5 marca ? I dopiero wczoraj, pierwszy raz po tylu dniach ? Stąd to moje opóźnienie w percepcji rzeczywistości, zwłaszcza tej ogrodowej. Często zdarzało się, że wychodziłam z domu, gdy na dworze panował jeszcze półmrok, a wracałam podobnie ... Co z tego, że szłam nad staw po północy, gdy moimi oczami stawał się wówczas dotyk :) Śmiałam się do siebie, że rosnące z dnia na dzień irysy widzę tylko oczami wyobraźni, poprzez dłonie ... Ale zmieni się to, musi ...