piątek, 12 grudnia 2014

anieli przylecieli ...



... karkonowskie anioły staroskrzydłe Beaty Makutynowicz. "Znam" ją od dwóch lat, ale dopiero teraz mam namacalny dowód na to, co opisywałam po zetknięciu się z jej twórczością pierwszy raz :

"Na jej anioły tworzone na starych deskach trafiłam przypadkiem i to przed chwilą, więc moje odczucia są jak "najświeższe" i zauroczenie nie zmącone jeszcze rozumem. No, zakochałam się w nich bez pamięci !!! Mają wszystko, co podziwiam : surowość formy, ale wyjątkową łagodność w spojrzeniu, dalej : ludową technikę wykonania, ale niezwykłe bogactwo w odbiorze, proste techniki zdobienia, jak np. włosy ze sznurka, bądź drutu, ale dające zdumiewający efekt końcowy ..."

Wczoraj przyszła do mnie długo oczekiwana paczka z  aniołami :) Najnormalniej w świecie zrobiłam sobie najwspanialszy prezent pod poduszkę, ha, ha ... ;) W końcu mikołajki za pasem ...

A oto ten "namacalny dowód" :)







Nie ukrywam, że miałam mały problem z podjęciem decyzji, na które anielice się zdecydować, wszak każda miała w sobie to coś, co mnie z kolei trudno było odpuścić ;) "Coś" to w końcu coś ! Takie  na przykład dodatki z nutką nostalgii ... kłódki, klucze, zawiasy bogato rdzą pokryte lub jak poniżej - łyżka !






Po przespaniu się z tematem, wybrałam te, na które oko mi najpierwej poleciało, zgodnie z powiedzeniem "pierwszy wybór najlepszy"  ;) I nie myliłam się ...

Turkusowy to "Anioł, który czerpie pełnymi łyżkami" ... chyba wiecie już dlaczego ... ?






Kolejna piękność to "Anioł w ogrodzie" w wykutej aureoli i z kwiecistym akcentem we włosach i na sukni ...






... jakżeby inaczej, potrzebny taki stróż dla ogrodu :)







A deski, z których powstały anioły, pochodzą z Cieplic, z dawnego Klasztoru cysterskiego. Pięknie dzierżą piętno minionych czasów, przyodziewając nową szatę jestestwa i tworząc pomost pomiędzy dwoma światami.









Oj, takie prezenty mogłabym sobie robić raz na tydzień ... bo nie pasuje napisać ... codziennie ... ;)